Napisał(a) Jurek dnia 2010-05-01 o godzinie 11:16
Nie o oprocentowaniu spadającym ma być, a o ichniej "ofercie dla ciebie"
No to dostałem ofertę dla mnie, warunki fajne, linia na 20 patyków, kredyt gotówkowy na 100 patyków (WTF? o***jeli?), myślę sobie, wezme linie, spłacę inne drożyzny kredytowe i będzie fajnie, te dwa tysiale co miesięcznie zarabiam będa mi zmniejszały odsetki.
Gotówa na sto kafli nie wchodziła w grę rzecz jasna, bo czym ja niby to mam spłacić? Rocznie odsetki zjadłyby mi całe wypłaty, no ale ja się tam nie znam na tych ichnich metodach na liczenie mojej zdolności kredytowej, może ktoś kto układał algorytm na badanie zdolności miał dwóję z matmy, nie wiem... Albo może był po zapiciu mocnym...
Z linii tak jak piszę, chciałem skubnąć kasę, bo i procent mniejszy niż an innych kredytach i nie byłoby tego comiesięcznego ślęczenia przez godzinę nad przelewami rat do dwudziestu banków (żart OFC). Składam se wniosek prze interneta, nie na całość, a tylko na tyle, coby inne zadłużenie spłacić.
Czekam. Jeden dzień, drugi dzień, na trzeci odpowiedzieli.
Mniej więcej tak:
"Niestety nie możesz dostać linii bo cośtam" (że niby nie mam zdolności - pewnie mnie w biku sprawdzili). "Ale możesz skorzystać z naszej oferty kredytu gotówkowego". To mnie rozsierdziło do granic.
Nie moi drodzy mBankowcy, nie mogę skorzystać z waszego głupiego, drogiego i na nic mi niepotrzebnego kredytu gotówkowego! Nie, nie i jeszcze raz nie, wypchajcie się.
No co za debile, nie dadzą mi linii na 10 patyków z oprocentowaniem 15%, ale za to mogę wziąć gotówę z dwa razy wyższym o%owaniem na kwotę, której do śmierci bym nie spłacił z mojej skromnej wypłatki.
Nawet nie chcę pisać, z kim się chyba pozamieniali na łby...
W ogóle to po co to całe zamieszanie, skoro koniec końców i tak mi nic nie dają...
Chyba tylko żebym się poradował, że mam taką możliwość, jak szczerbaty nad sucharkiem.
Napisał(a) Jurek dnia 2010-02-27 o godzinie 21:10
Dawno temu pisałem o IKE - rachunku maklerskim w DnB. Wydawał sie całkiem niezły, ja tam jestem leń, za dużo transakcji nie robiłem, to i opłaty mnie niespecjalnie bolały. Zresztą jakieś super wysokie to nie są, pamiętam jeszcze czasy składania zleceń przez telefon, czy faks. Wtedy były opłaty! Zapomnij o Daytradingu...
Ale co mnie doprowadza do czerwoności w DnB?
Dwie rzeczy.
Lista papierów, na jakich mozna wykonać transakcje na koncie IKE chyba jest rzadko aktualizowana. I pojęcie "rzadko" jest wyjątkowo pobłażliwe. Chodzi mi głównie o obligacje, bo akurat akcje szybko są dodawane do listy, szkoda że prawie same nowe śmiecie. Nie wiem, czy to problem w ogóle rachunków maklerskich w DnB, czy tylko IKE, chociaż możliwe, że to tylko IKE, bo to nisza i pewnie niespecjalnie zarabiają na tym produkcie, a więc i w tyłku go mają...
Moim zdaniem jednak - jeśli osobno lista na "zwykłych" rachunkach maklerskich i na IKE jest osobna, to chyba kwestia dogadania się z informatykiem i zintegrowania. Nie wiem i w zasadzie niespecjalnie by mnie to obchodziło, gdyby tak nie dawali ciała.
Druga sprawa, to te ich nieszczęsne naliczanie podatku od dywidend - już drugi raz mi się zdarzyło, że chamy odprowadziły mi podatek. Pisałem mejle (w tej i w poprzedniej sprawie), ale bez odzewu, widać, jak ktos ma tylko 20 k na rachunku, to nie zasługuje na odpowiedź mejlową. Dzwoniłem i jakiś ważniak przekonywał mnie, że słusznie skasowali mi dywidendę. Ciekawe, że jakoś na IKE w Bossie nie pobierają, jak dzwoniłem do BZWBK i do DM PKO BP to też stwierdzili, że się nie pobiera. Tylko te dupki z DnB pobierają!
Na prawdę czerwony się robię na myśl o tym, nie po to zakładałem to cholerne IKE, żeby mi teraz podatki kasowali. Jakbym chciał zapłacić podatek, to do tego mam lepsze rachunki maklerskie, nawet Alior mi bardziej leży, mimo ich przestojów i awarii...
Napisał(a) Jurek dnia 2010-02-12 o godzinie 14:41
Tak mi się kiedyś wzięło kilka patyczków kredytu w BGŻ - cie. Nie powiem, kredycik tani, ledwie 16%, bez ubezpieczenia. Do kredytu MUSIAŁEM wziąć konto. No to wziąłem.
Długo robiłem na to konto tylko przelewy raty kredytu.
Aż do jakichś dwóch tygodni temu. Tyle wokół nagonki na lokaty jednodniowe, patrzę do BGŻ - a, a tu mają w sumie nienajgorszą lokatę na 1 dzień, odnawialną. Myśle sobie, jest kilka patyków na boku, po co ma leżeć i gnuśnieć. Wrzuce na tę lokatę.
No i "se leżało".
Ale - kasiura zaczęła mi być potrzebna. Loguję się do ebgż, chce zrobić przelew na inne konto, gdzie mam bezpłatne bankomaty, a tu kupa. Pisze, że mam nieaktywną listę haseł jednorazowych. Klikam po tym ich cholernym interfejsie i nigdzie ni hu-hu. Trzeba zadzwonić na infolinię. No to dzwonię. Tam chcą jakieś AKD dziewięciocyfrowe. No to wbijam w telefon. Potem ośmicyfrowy PIN. Nie mam, dokumenty też gdziesik przepadły, bo zakładanie konta było już dość dawno.
Konsultant mówi mi, że "zaprasza do odzdziału banku" po nowy PIN.
Następnego dnia zachodzę, wydają mi ten PIN, żeby było śmieszniej, obsługuje mnie ta sama baba, co zakładała mi to konto (z facjaty poznałem). Jeszcze się nie denerwuję, bo co to ledwie 40 minut przesiedzieć w banku, kiedy terminy gonią. Załatwię raz i z głowy.
Wieczorem (teleBGŻ jest całodobowy) dzownię jeszcze raz, żeby aktywować tę pieprzoną listę haseł. Wbijam te chore numery (AKD i telePIN), po czym odzywa się konsultant i gada, że nie ma takiego numeru AKD. W tym momencie się we mnie zagotowało. Już miałem powiedzieć coś niemiłego gościowi, ale się powstrzymałem, nie jego wina że ten bank jest taki h**owy.
Znowu otrzymałem zaproszenie do ich popier***onego oddziału (gdzie nie ma żadnych bezpłatnych parkingów, a płatne są płatne i mało na nich miejsca). Mówię (jeszcze mówię, bo czuję zbliżający się wybuch gniewu) gościowi, ze byłem wczoraj i żadna baba mi nie powiedziała, że mam nieaktywny jakiś tam kanał. Idę teraz, chyba ze złości zj**ię wszystkie wredne baby w tym banku.
Nie wiem, po co im ten cholerny internet i infolinia, skoro nic tam nie można załatwić. Jak będę chciał se pochodzić do banku, to pójdę do "moher banku". Normalnie we mnie wre!
Już prawie się przyzwyczajałem do nich, ale coś czuję, że jeszcze w tym miesiącu spłacę kredyt, nie będą na mnie takie ćmoki zarabiać. To już w PKO BP jestem bardziej profesjonalnie obsługiwany!
Napisał(a) Jurek dnia 2009-12-05 o godzinie 12:31
Miałem się pozbyć karty kredytowej już dawno temu. Jak widzicie, kiepsko mi szło robinie wpisów. Pozbywanie się karty też. Była mi od czasu do czasu na prawdę potrzebna, bo oczywiście nie miałem oszczędności i pozostawał jedynie kredyt :/
W moim mieście niedawno powstał taki kiosk mbanku, w jednym z dużych sklepów. Przechadzałem się i tak mi zaświtało z tą kartą. Myślę: podejde i zapytam się, czy będą problemy z rozwiązaniem umowy o kartę.
Dotąd nie rozwiązywałem umowy o kartę też trochę dlatego, że przez pocztę troche jest z tym zabawy. A ja nie lubie wystawać w kolejkach na poczcie...
No to podchodzę do mkiosku. Przede mną jakaś babka siedziała i zagadywała pracownicę mbanku, co jestem w stanie zrozumieć, kiedy drukują się dokumenty i do czasu położenia podpisów. Ale potem, dwa uśmiechy, podziękować i do widzenia, kolejny klient też chce coś załatwić. Ta kobita widać w domu nie miała do kogo gęby otworzyć i wreszcie trafiła na słuchacza - nadawała jak Wolna Europa. Po 10 minutach już miałem się odezwać, ale chyba w końcu połapała, że stoję tam nie dlatego, że gdzie indziej nie było miejsca.
Pada pytanie:
Dużo trzeba formalności żeby zamknąć kartę kredytową?
Obawiałem się, że będzie się kobiecina za ladą stawiać, ale z rozbrajającym uśmiechem powiedziała, żebym spłacił zadłużenie i mogę wbijać z powrotem do niej, wystarczy numer karty.
No i teraz czekam na wypłatę, jak tylko wpłynie, spłacam te siedem stówek i pędzę do mkiosku. Od poniedziałku będę wolnym człowiekiem :)
Napisał(a) Jurek dnia 2009-04-29 o godzinie 19:10
Była sobie kiedyś promocja AlleKarty. Myślę - spoko, dostanę lepszą kartę niż w mBanku (mowa o kredytowej), mniejsze oprocentowanie, a co bym nie kupił, nabijają mi się Paybacki. Cud, miód i orzeszki :) I pendrive 2 GB :P (na niego najbardziej chyba poleciałem :P)
Biorę się za formularz rejestracji, wypełniam, wypełniam, wypełniam....
...wypełniam, aż tu nagle zonk.
Rubryka źródło przychodów - nie ma umowy zlecenie. No dobra, wybieram umowę o pracę, w sumie dwa lata u jednego pracodawcy to prawie jak umowa o pracę.
Ok, wreszcie koniec.
Dwa dni później: dryyyyn!
-Haloooo
-Tu blablabla z BZWBK, czy chciał Pan kartę kredytową Alledrogo??
-No chciałem, chciałem
-To zbieraj się pan do oddziału BZWBK, do którego pan wpadniesz?
-Do tego i tego.
-Ok, weź pan PIT za ubiegły rok, wyciąg z rachunku bankowego za ostatnie 6 miesięcy i kopie umowy, karta będzie czekać.
-Spoko. (Gość mówił nieco inaczej, ale nie chce mi się wpisywać tej całej grzeczności).
Dzień później, oddział BZWBK. Wbijam z PIT-em pod ręką, w teczce umowy i 42 stronicowy wydruk z mBanku za ostatnie pół roku. Stoję, stoję i stoję (w sumie 40 minut), w międzyczasie babka (jedyna, która obsługiwała wkurzony motłoch) wciskała (napisze o tym przy okazji, bo to była żenada) struktury klientom. Ciągnęło się wszystko jak stary ser na pizzy.
Moja kolej, siadam i nawijam, że miałem przyjść po kartę. Babka do mnie, że spoko, rzucam jej dokumenty. Na pierwszy ogień idzie wydruk z mBanku (42 strony), ogląda, ogląda i się uśmiecha. Zapewne trafiła na rozliczenia transakcji ze sklepami dla dorosłych :P sasasa. Obadała jeszcze podsumowanie i do mnie:
-Nie chciał Pan wyższego limitu na karcie? Tu widzę ładny obrót (no tak, 97 500 w 6 miechów, ja myślę, że dobry), a Pan chce kartę na zaledwie 7 000?
-Wystarczy mi - odpalam i myślę sobie: poczekaj babo na PIT-a.
Pit w ręce miłej Pani. Od razu mina jej zrzedła. Chyba nie doceniła mojego kunsztu przejawiającego się optymalizacją podatkową :P
-Niestety z PIT-a wychodzi Panu za mały przychód...
-I co z tym fantem?
-Nie może Pan dostać u nas karty...
K#$%^a, po co tyle zachodu, mogli od razu napisać, że z brzydkim zeznaniem podatkowym klientów nie chcą...
Pani podziękowałem, zobaczy się w przyszłości. Nie skreślam ich jeszcze (te paybacki), ale krechę mają jak stąd do Chin...
Następnym razem zrugam gości od IKE :P
Ogłoszenia nieruchomości ze zdjęciami za darmo